Tetraplegik • Jade na obóz FAR,mam sie bać !? - Strona 3
Strona 3 z 6

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 25 lis 2012, 17:09
autor: miki76
Ten brodaty, to bardzo popularny inwalida jest widac.

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 26 lis 2012, 20:57
autor: Monikai
Miałam okazję być na pięciu obozach dla osób po urazie rdzenia, organizowanych bądź współorganizowanych przez FAR.
Trzy z nich były to tzw. obozy specjalistyczne :
1) tzw obóz pierwszego stopnia, odbył się w Spale, w 2007 roku (pamiętam, bo to w tym roku miałam wypadek),
2) obóz dla kobiet,
3) obóz/warsztaty szkoleniowe dla osób poszukujących pracy.
Oprócz powyższych byłam też dwa max trzy razy na turnusie rehabilitacyjnym, wspieranym przez FAR, tzn oprócz zwykłego płatnego turnusu mieliśmy wsparcie kadry trenerów aktywnej rehabilitacji i wolontariuszy. Skorzystałam też z ich programu "Pierwszy wózek" - polegał na tym, że za darmo udostępniono mi na cały rok (a potem przedłużono aż do czasu, gdy wybrałam i dostarczono mi mój własny zakupiony wózek) odpowiednio wymierzony wózek aktywny.

O FAR dowiedziałam się od swojego fizjoterapeuty w Stocerze, czyli szpitalu, gdzie leczono mnie przez pierwsze miesiące po wypadku. Skontaktował mnie z nimi. Chodziło właśnie o możliwość wypożyczenia wózka, do czasu, aż się ogarnę i zacznę coś wiedzieć w temacie.. Przyjechała bardzo ładna, zadbana, pieknie wyglądająca dziewczyna na wózku. Opowiedziała o FAR, o programach - prawę mówiąc niewiele z tego pamiętam. Pamiętam, że ładnie wyglądała:)
Potem przyjechał chłopak kierujący projektem "Pierwszy wózek". Konkretny, jasny przekaz informacji, efektywne wsparcie - szybkie i bardzo adekwatne do potrzeb, jakie miałam w tamtym momencie.
Obóz w Spale miał być dopiero we wrześniu, czy listopadzie, nie ważne. Ważne, że pomiędzy wyjściem ze szpitala a tym obozem miałam parę miesięcy "pustki". Skontaktowała się ze mną koordynatorka/przedstawicielka FAR na moje województwo. Zaprosiła mnie na letni turnus rehabilitacyjny z elementami FAR.

Poznałam wspaniałych, genialnych, dobrych ludzi.
Dopiero po wypadku zobaczyłam jak wspaniali potrafią być ludzie. Zupełnie bezinteresownie. Dzięki wolontariuszom i wolontariuszkm nie musiałam szukać i opłacać opiekuna na dwa tygodnie całodobowo. Łatwo obliczyć jaki to koszt.

A ci młodzi ludzie rezygnowali z własnych wakacji, spali na karimatach na poddaszu, wstawali po kilka razy w nocy do tetraplegików i pomagali nam w ciągu dnia. Ciężka harówka, najczęściej z uśmiechem na twarzy:). Byli przekochani!

Na własne oczy zobaczyłam też efekty tzw "aktywnej rehabiliacji" - tetraplegika, który miał wspaniale przywróconą sprawność w rekach, doskonały manualnie, zero śladów po przykurczach palców czy opadających nadgarstków. Jak to osiągnął? Po prostu żył. Ćwiczył, spał, jadł, sprzątał, zamiatał podłogę - jak najwięcej samodzielnie, najpierw z trudnością, potem łatwiej, potem z ciężarkami na rękach. Spał też z ciężarkami na rękach:)
Dowiedziałam się jak zrobić balans na wózku, różnych innych sposobów pokonywania progów, był trening przewrotów na boki na leżąco, nauka przesiadania na wózek i z wózka, ubieranie się, nauka upadku, podnoszenia się i wyjaśnienia innym jak mają nam pomóc - by sobie i nam nie zrobili krzywdy. Mielismy też okazję prowadzenia przystosowanego auta.

Do Spały jechałam już wstępnie zorientowana o technice. Doszły tam kolejne treningi samoobsługi, ubierania sie i jazdy na wózku, a ponado tenis, strzelanie z łuku, basen, sauna. Konkretne informacje od praktyków i możliwość trenowania ze wsparciem i asekuracją.
Informowano nas też o innych "tematycznych" obozach FAR np komputerowym, nauce jazdy połączonym z egzaminem na prawo jazdy, obozach konnym, nurkowym, żeglarskim. Te jednak były dla osób samobsługowych i samodzielnych, ewentualnie można było zabrać własnego asystenta/opiekuna. Niestety jestem jestem jeszcze zbyt nieasamodzielna i słaba fizycznie by w nich uczestniczyć. A na ten konny bardzo bym chciała jechać.

Czytam wypowiedzi w tym wątku i tak się zastanawiam - jaka część z osób, które wypowiadaja się negatywnie o działaniach i efektach funkcjonowania tej fundacji uzyskała , otrzymała, doświadczyła od innej fundacji, innej istytucji pomocy lepszej lub choćby takiej samej jak tej, z której skorzystała dzięki FAR?
Tyle jest fundacji, stowarzyszeń, organizacji charytatywnych!
O której jeszcze kiedykolwiek tak dyskutowalismy na naszym forum?
Raz przewinęła się fundacja "Mimo wszystko", ale dyskusja dotyczyła jednorazowej akcji medialnej.
A poza tym? NIC. Nie mówię o 1procencie - mówię o wsparciu programowym, ktore pomaga nam i uczy jak zyć kolejne osoby po urazach rdzenia kręgowego.Tu mamy do czynienia ze stałym działaniem. Działaniem od podstaw. Działaniem, z którego korzysta (stosunkowo) ogromna rzesza ludzi.
Pomyślcie ile osób każdy z Was przeszkolił, ilu osobom każdy z nas doradził? Pomógł, powiedział jak coś zrobić - pokazał na własnym przykładzie? Bez marudzenia. Po prostu. A ilu osobom pomógł którykolwiek instruktor z FARu? Gość/kobitka taka sama jak my. Ale chce im się nam pomagać.

Nie mówię, że jest idealnie, że zawsze jest pełne wzajemne zrozumienie. Sama w Spale miałam chwilami mieszane uczucia, ale takie jest życie. Na tym polega kontakt z żywymi ludźmi, że czasem da sie z kims dogadać, a czasem nie. Czasem zależy to od jednej, czasem od obu stron, a czasem od danej kiepskiej chwili.

Żeby było jasne - osobnym zupełnie problemem jest poruszony tu wątek wypadku w czasie rehabilitacji. Nie mówię o nim. To odrębna sprawa i wymaga potraktowania szczegółowego. Wypowiadać się na ten temat nie podejmuję.
Niki2907 i Tomi - doznać kolejnego urazu i to z rąk osoby, która - jak liczylismy - ma nas usprawnić; urazu, który znowu nas unieruchamia, utrudnia dalsze usprawnianie i cofa dotychczasowe ciężko wypracowane osiągnięcia to pewnie jest ogromna trauma. Bogu dzięki, że mnie ona nie spotkała. Mam wielką nadzieję, że jak najszybciej uda się Wam z tego wyjść.

Mam na mysli osoby wypowiadające się np o kiepskiej opiece i takich tam drobiazgach.
Poczucie "niedoopiekowania" może się oczywiście pojawić. Wszystko zależy od okolicznosci, ale też trzeba mieć świadomość gdzie, po co i na jakich warunkach się jedzie.
Przyznam, że niektóre wypowiedzi odbierałam jak - przepraszam - marudzenie niezadowolonego klienta ze źle zrealizowanej usługi. No ok, ale jakiej treści umowę zawarlismy? Czy wogóle płacilismy za tę pomoc - opieke, na którą tak narzekamy? Czy może chodziło o pomoc wolontariuszy, którzy robili co mogli i kiedy mogli?
Co to wogóle znaczy "profesjonalna opieka'? Pielęgniarki, z którymi miewamy kontakt w szpitalu? W jednym szpitalu była taka, że kuliłam sie ze strachu, gdy tylko się zbliżała. Jakoś tak mnie przewracała, że zawsze mnie bolało w szyi. Ojciec mojego znajomego leżał w szpitalu - pielęgniarki zabrały mu dzwonek bo za dużo razy ich potrzebował, a krzyczeć nie był w stanie. Czy to jest ta profesjonalna opieka, na którą chcielibyśmy trafić? Bo ja nie - sto razy bardziej wolę wolontariuszy.

Trzy rzeczy są potrzebne by nam pomagać - chęć pomocy, uważność i dbałość o szczegóły oraz odpowiednie technicznie podejście przy wykonaniu danej czynności . Tylko ta trzecia ma wymiar "profesjonalizmu" i da się jej wyuczyć. Pozostałe dwie: chęć pomocy i uważność/dbałość o szczegóły to bardziej cechy osobowościowe.
Byc może moją cechą osobowościową jest trudność w zaufaniu, w powierzeniu sie drugiej osobie (pod tym kątem moja niepełnosprawność była dla mnie niezłym wyzwaniem;p). Także doświadczenie zawodowe i zwykłe życiowe sprzed wypadku, a potem miesiące przeróżnych kontaktów z przeróżnymi przedstawicielami zawodów okołomedyczych wyrobiły we mnie zasadę ograniczonego zaufania. Zresztą dla czynnych uczestników truchu drogowego ta zasada to też zdaje się nic nowego;).
Dlatego w miarę moich możliwości staram się kontrolować to, co sama robię i to, jak inni mi pomagają.
Nie zawsze jednak bywa to skuteczne - jakbyśmy sie nie starali. Bywa też, że zyskuję przydomek "upie*dliwej":)

ale wszystko to utwierdza mnie tylko w tym, że trzeba zrobić wszystko i ze wszystkich sił, żeby się usamodzielnić.
A FAR jest instytucją i grupą osób, która - tak uważam - bardzo mi w tej drodze pomogła. I z całego serca dziękuję za nią Opatrzności.
Trochę to patetycznie zabrzmiało, ale ja cieszę się, że istnieją i życzę powodzenia wszystkim, którzy skorzystają z pomocy FAR.
Trafcie na dobrych ludzi!;)

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 27 lis 2012, 10:05
autor: muppet
Monikai dziękuję. Za każdym razem stajesz na wysokości zadania. Twoje wypowiedzi czytam jednym tchem.
Jestem „instruktorem” (nazwa własna FAR). Pomagam, bo kiedyś ktoś pomógł mi. Nazwa organizacji nie ma znaczenia. Każdą z nich tworzą ludzie. Jeżeli ważnym będzie dla nas pomóc bezinteresownie osobie w podobnej sytuacji życiowej, ważnym będzie drugi człowiek mamy szanse „przenosić góry”. Nie da się opisać uczucia, gdy widzi się osobę, która mimo uszkodzenia rdzenia i wszystkim, co z tym się wiąże wraca do życia.

Przykro mi, że czasami stanie się coś, czego nikt nie chciał. Wypadek. Nie znam sytuacji nie mi się wypowiadać. Wiem jednak, że nikt tego nie zrobił specjalnie. Pozdrawiam życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 27 lis 2012, 13:33
autor: zuzka
Ludzie co wy piszecie . Broda ma podstawowe wykształcenie więc jakie kwalifikacje żeby prowadzić ludzi dopiero co po złamaniu kręgosłupa. A co do tych wspaniałych wolontariuszy to mojej koleżance bawiąc się ROHO wyrwali zawór. Oczywiście nikt tego nie naprawił i nie zwrócił za poduszkę 1300zł. Dziewczyna wróciła do domu z odleżyną wielkości pięści . Więc chyba czasami bezpieczniej zostać w domu niż jechać do SAJGONU. Jest wiele innych wspaniałych ośrodków w Polsce. :shock:

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 27 lis 2012, 17:24
autor: equinox
Sajgon i FAR to dwie odrębne instytucje
pozdrawiam
equinox

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 27 lis 2012, 17:59
autor: sdwd
equinox pisze:Sajgon i FAR to dwie odrębne instytucje
pozdrawiam
equinox
Ale kiedyś instruktorem i w SPALE i w Ciechu był Brodaty 8)

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 27 lis 2012, 19:06
autor: equinox
tak zgadza się i nie jestem pewien czy dalej nie jest.....ale FAR to organizacja z tradycjami początku lat 80-tych zrobiła wiele dobrego ale jak widać złe przypadki też się przytrafiają niestety
pozdrawiam
equinox

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 27 lis 2012, 23:54
autor: tomi
Monikai dziękuję za zrozumienie cytuję "Żeby było jasne - osobnym zupełnie problemem jest poruszony tu wątek wypadku w czasie rehabilitacji. Nie mówię o nim. To odrębna sprawa i wymaga potraktowania szczegółowego. Wypowiadać się na ten temat nie podejmuję.
Niki2907 i Tomi - doznać kolejnego urazu i to z rąk osoby, która - jak liczylismy - ma nas usprawnić; urazu, który znowu nas unieruchamia, utrudnia dalsze usprawnianie i cofa dotychczasowe ciężko wypracowane osiągnięcia to pewnie jest ogromna trauma."
Dodam jeszcze, że nie piętnuje ludzi podobnie jak nie zarzucam umyślności dotyczących mojego wypadku na obozie. Spotkałem się na nim z życzliwością, ale życzliwość nie zmieni tego, że coś się złego wydarzyło. Jeśli popełni się błąd trzeba umieć się do niego przyznać, a kiedy wymaga tego sytuacja ponieść konsekwencje. W moim przypadku życzliwość, troska i opieka zakończyła się gdy wylądowałem w szpitalu...potem już tylko ignorancja.
Same założenia i działanie FAR jest godne szacunku oczywiście pod warunkiem, że wszyscy uczestnicy wracają do domu cali i zdrowi.

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 29 lis 2012, 18:12
autor: r
Fakty są takie ,że zgniły owoc trzeba usunąć (Z KADRY) :lol:

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 30 lis 2012, 20:19
autor: siera71
byłem na warsztatach aktywizacji zawodowej w listopadzie tego roku i jestem bardzo zadowolony, że pojechałem (był to mój pierwszy obóz) :) jestem tetra, większość czynności samoobsługowych sobie ogarniam, ale jeszcze nie radzę sobie z przesiadaniem, nigdy nie było problemu żeby ktoś mi nie chciał pomóc, ale oczywiście musiałem się trochę sam pomęczyć i jak już nie wychodziło to była pomoc, wiele teoretycznych rzeczy się dowiedziałem, które na pewno się przydadzą w przyszłości :) jak dla mnie jedzonko, warunki, opieka była spoko :) jako że lubię sobie pospać i po odpoczywać to wróciłem do domu wyczerpany, ale o to właśnie mi chodziło :D jeśli będę miał ponownie okazję wziąć udział to bez wahania zdecyduję się na wyjazd :) polecam każdemu żeby skorzystał jak tylko może :)

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 01 gru 2012, 10:51
autor: ewka35
siera71 pisze:byłem na warsztatach aktywizacji zawodowej w listopadzie tego roku i jestem bardzo zadowolony, że pojechałem (był to mój pierwszy obóz) :) jestem tetra, większość czynności samoobsługowych sobie ogarniam, ale jeszcze nie radzę sobie z przesiadaniem, nigdy nie było problemu żeby ktoś mi nie chciał pomóc, ale oczywiście musiałem się trochę sam pomęczyć i jak już nie wychodziło to była pomoc, wiele teoretycznych rzeczy się dowiedziałem, które na pewno się przydadzą w przyszłości :) jak dla mnie jedzonko, warunki, opieka była spoko :) jako że lubię sobie pospać i po odpoczywać to wróciłem do domu wyczerpany, ale o to właśnie mi chodziło :D jeśli będę miał ponownie okazję wziąć udział to bez wahania zdecyduję się na wyjazd :) polecam każdemu żeby skorzystał jak tylko może :)
dodaj tylko ,że jesteś z kadry :lol:

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 01 gru 2012, 14:05
autor: siera71
nie, nie jestem :!: jestem tetra od 2 lat, nie chcesz to nie jedź na obóz nikt Cię nie zmusza mi się bardzo podobało :)

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 01 gru 2012, 17:47
autor: equinox
siera71 jakiego wózka używasz tego co na awatarze ?[pytam bo chyba dość głęboko siedzisz ??
pozdrawiam
eq

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 02 gru 2012, 09:39
autor: siera71
Jeżdżę na gtm 1 :)

Re: Jade na obóz FAR,mam sie bać !?

: 18 gru 2012, 22:12
autor: Gość
Kilku moich pacjentów było i bardzo sobie chwalili obozy FARu. Fajnie, że taka organizacja jest, chociaż mogliby trochę więcej się starać jeżeli chodzi o aktywizację zawodową!!